Django – koniec początku…
Było miło, póki co się skończyło, ale raczej jeszcze będzie. Oznacza to mniej, nie więcej, a tylko tyle Django jako FW mi się spodobał i postanowiłem, że przysiądę do niego w najbliższym czasie. Przedstawiam podsumowanie przebrnięcia przez podstawowy tutorial i lista za, oraz przeciw Django.
W wcześniejszym wpisie „Django -pierwsza krew…” opisałem swoje pierwsze reakcje. Wiadomo że kiedy coś odkrywamy to zazwyczaj się ekscytujemy nadużywając często „Wow! Ale faaajneee” (czytaj: tak jest akurat w moim przypadku) albo innych sformułowań. Kawa zazwyczaj wtedy stygnie często jej niedopijany bo mamy właśnie dwie nowe linijki kodu które mogą zmienić całe nasze spojrzenie na tworzony przez nas świat kodu….
Ok, nie rozpędzam się ale wiem, że nie tylko ja tak mam więc zaszalałem sobie z liczbą mnogą. Ale wracając do tematu reakcji, to trzeba powiedzieć że nierzadko zdarzyło mi się ulegać pewnej formie omamienia przez aplikację. Nie raz się zdarzyło, że zarzucałem sobie na warsztat jakiś kod i wydawał mi się on zachęcająco dobry, po czym po jakimś czasie użytkowania odkrywałem jego ciemne strony i porzucałem go z wrażeniem, że „nie tędy droga”. Po kilku latach jednak człowiek już potrafi wpaść w rutynę zimnego i spokojnego podejścia do tematu, i tak też chciałem podejść do Django.
A więc … (chodź zdania nie zaczyna się od „a więc”)…
Django jest bardzo przejrzysty i logiczny, bardzo dobrze poukładany – jednym słowem spójny (chodź nie wiem czy to dobre słowo). Jest skomplikowany w prostu sposób i może dlatego od samego początku i mimo nieznajomości języka, tak łatwo przychodziło mi zagłębienie się w kolejne linijki kodu z tutoriali. Czym mnie zachwycił – ujmującą prostotą, które w niemalże idealny sposób jest połączona z użytecznością i dostępnością. Widząc faktyczną szybkość powstawanie aplikacji, wydajność w człowieku wzbiera moc – oto dostałem super narzędzie – czas podbijać nim świat :).
Ale nigdy nie jest tak jakbyśmy sobie tego życzyli.
O ile wiem, że będe kombinował z Django to jeszcze nie wiem gdzie. Na localhoscie mam problem z mod_python, a nie mam czasu na zabawę w administratora. W sieci wszystkie serwery oferują php. Pythona obsługuje niewiele.
Inną sprawą jest społeczność. Która w Polsce jest słaba.
W przyszłym tygodniu postaram się coś samemu złożyć w Django o czym będą informował na bieżąco :)
« Poprzednia notatka: Django – pierwsza krew… » Następna notatka: O mojej Kohance
Możesz śledzić odpowiedzi w tym wątku za pomocą kanału RSS 2.0. Możesz skomentować, albo ustawić trackback z twojej własnej strony.
1 komentarz »

Mateusz — 24 czerwca 2010 @ 8:32 napisał(a)
Hi,
Zamiast mod_python, użyj mod_wsgi – będzie prościej. Znajduje się w repo ubuntu (libapache2-mod-wsgi).
W razie problemów służę pomocą.
Osobiście uważam, że django to świetny „kawałek” kodu i korzystam z niego tam gdzie mogę. Oprócz D używam kohany :-)