28 stycznia 2010

Życie w trybie 3 h snu na dobę

Filed under: Niecodziennik — Riu @ 0:48

Gdybym miał otagować moje życie to w chwili obecnej tagów było by tylko kilka. Od około tygodnia nie robię nic oprócz programowania w php. Żadnych szablonów css, żadnych psd, żadnych nowinek, przerwa w pisaniu na blogu – jak widać po datach, nie czytam poczty, wyłączyłem tel, wyłączyłem gg – siedzę i piszę Kiro CMS, w ko3, z przerwami na jedzenie, toaletę i sen. Całe 3 h snu na dobę.

Chciałoby się powiedzieć „jestem hardcorem”, ale tak to już jest, że praca freelancera ma wiele stron. Wielu osobom wydaję się, że to takie fajne, że pracuje kiedy chce, ale tak naprawdę nie wiele osób zdają sobie sprawę ile jest negatywnych kwestii związanych z takim stanem rzeczy.

Postaram się to wytłumaczyć na przykładzie.

Mam umowę z klientem. Klient zobowiązuję się dostarczyć w określonym terminie materiały, a ja w określonym terminie wykonać usługę. Dzięki temu planuje swój czas pracy i biorę tylko tyle tej pracy, aby dotrzymywać terminów, a więc rezerwuje określony czas dla określonej ilości zleceń.

A co jeśli klient nie dostarczy materiałów na czas?

Mam dwa wyjścia. Cierpliwie czekać i naglić o materiały, czyli tracę czas zablokowany na dane zlecenie i wtedy muszę kombinować jak wyrobić się w terminie 2 krótszym niż to przewidziałem, lub powiedzieć klientowi „dziękuje, nie będziemy współpracować”. To pierwsze powoduję następstwa w postaci gromadzenia się deadlinów, gdzie klient mówi po spóźnionym przysłaniu materiałów, że muszę dotrzymać terminu zapominając, że to on nie dotrzymał go pierwszy. Oczywiście można spisać aneks do umowy, żądać pokrycia kosztów… ale realnie – taki klient będzie oburzony – to jest „parcie na szkło”. Czyli jak – zasada „nasz klient, nasz pan”?
Poważnie zaczynam się zastanawiać nad opcją nr 2, czyli dziękowanie za współpracę, bo przynajmniej nie ma nieprzyjemnych sytuacji, stresu i śpi się po nocach. Szkoda zdrowia.

Mam w tej chwili 5 h na zrobienie czegoś co robi się 2 dni, dlatego, że ktoś się spóźnił z przysłaniem materiałów o 5 dni. Nie będę spał, a więc jutro w ciągu dnia będę nieefektywny. Pomijam kwestię utraty zdrowia. Jutro mam identyczną sprawę do rozwiązania, ale skoro teraz robię to, więc jutro nie wykonam tej kolejnej rzeczy. Po prostu są jakieś granice wytrzymałości organizmu, a więc… zawalę coś nie ze swojej winy. Tylko kogo to będzie obchodzić, bo na pewno nie klienta dla którego mam tą rzecz, z którą wiem, że będzie „obsuwa”.

Czy jest jakaś pozytywna strona tego wszystkiego o czym napisałem?

Chyba tylko jedna. Potrafię coraz szybciej pracować. Czasami robię w 2 h rzeczy, które 2 lata temu robiłbym 2 dni. Jestem coraz bardziej uniwersalny, mam coraz lepiej wykształcone mechanizmy zachowań i pracy, dobrą metodologię, potrafię planować. Współczesny najemnik do zadań specjalnych.

„This is Sparta” – krzyknął Riu, klikając przycisk „opublikuj”, dzięki któremu wpis ten pojawić się mógł, po czym oddalił się po kawę, by sprostać kolejnej nocy zadaniom niemożliwym. W końcu zadania niemożliwe Riu wykonuję od ręki, tylko na cuda trzeba trochę poczekać.

« Poprzednia notatka: » Następna notatka:

Możesz śledzić odpowiedzi w tym wątku za pomocą kanału RSS 2.0. Możesz skomentować, albo ustawić trackback z twojej własnej strony.

3 komentarzy »

  1. nrm — 28 stycznia 2010 @ 8:22 napisał(a)

    Każda normalna umowa powinna mieć zapis o tym, że wszelkie terminy są przesuwane o odpowiednią ilość dni opóźnienia ze strony zamawiającego. Tak więc jedziesz tak na własne życzenie ;)

  2. Riu — 28 stycznia 2010 @ 8:39 napisał(a)

    No tak i nie. Widzisz…ja mam świadomość tego że mogę potraktować klienta „z buta”, czyli spóźnił się – trudno – niech płaci. Przesuwanie terminów blokuje mi inne rzeczy. Można powiedzieć oczywiście – no to rób inne w tym czasie…tylko wtedy powstaje pytanie, gdzie tu rozsądek w planowaniu pracy, czy jakiegokolwiek terminarza? Myśląc tym tokiem nabrał bym zleceń i z niczym bym się nie wyrobił w końcu. Raz tak miałem więc nauczony na błędach wole nieco rozważniej do tego podchodzić.

    Sprawa opisana powyżej jest połapana, czyli oczywiście zdążyłem na czas. Teraz muszę połapać drugi temat na dziś i będzie ok. A później spać.

    PS: Sprawa dotyczyła czegoś co się odbywa raz i w określonym terminie dla klienta – przełożenie nie wchodzi w grę. To tak jakbyś miał bilety na koncert, spóźnił się na niego i żądał zwrotu kasy bo się spóźniłeś. Przeterminowanego żarcia też nie kupisz. W branży reklamy też takie produkty są ;)

  3. skruk — 4 lutego 2010 @ 17:46 napisał(a)

    Ja w ostatnim tygodniu miałem średnia 4:30h/noc. Teraz podniosła się nieco ponad 5h … wiec co czujesz

Dodaj komentarz