28 marca 2010

Nie mam czasu oddychać

Filed under: Niecodziennik — Riu @ 2:59

Innych słów nie znalazłem, a te przyszły mimowolnie. Prawdę mówiąc, nie mam powoli już czym oddychać. Brak mi powietrza, takiego śmiłowickiego, czystego, nie zmąconego spalinami i hałasem. Brakuje mi oddechu niemierzonego wskazówkami zegara. 

Smutno i przykro się zrobiło ostatnimi dniami. W pewien sposób również zabawnie, chodź raczej czarny to humor.

Po pierwsze po raz kolejny raz w życiu przekonałem się że jeśli sam czegoś nie zrobię na innych liczyć nie mogę. Lub inaczej… dojrzałem chyba do zmiany mojego podejścia do ludzi i współpracy z nimi. Prawdę mówiąc nie ma szans na to żeby został zimnym egoistycznym gnojkiem co byłoby najlepszym rozwiązaniem czasami. Każdy człowiek będzie mi dalej bratem… zmieni się może to że zaczniemy się liczyć jak żydzi.
W zasadzie nie chce opisywać całej historii związanej z w/w słowami. Splot zależności mojego życia z wieloma innymi spowodował, że od ponad 2 miesięcy nie odwiedziłem domu rodzinnego. Splot wielu historii których jestem spoiwem spowodował, że zostałem postawiony w sytuacjach w których nawet ja, uważający siebie za radzącego sobie w trudnych sytuacjach, powiedział sobie – nie dam rady. Nawet ja mam granice i kiedy nie oddycham bo nie mam na to czasu, czas mam ograniczony na oddechu wstrzymywanie. Prawie poetycko, prawda? Życie to nie poezja, ani też nie telenowela. Niestety od bohatera głównego życia Radka Muszyńskiego, trzeba wymagać tego że będzie Radkiem Muszyńskim. Albo Riu. W ciągu trzech ostatnich miesięcy szczególnie odczułem różnice – te pozytywne, jak i te negatywne. Chwilami było ciężko.  Ale jako Jedi przyjąłem ten trening z pokorą. Naukę z ostatnich lekcji wyciągnę.

Po drugie. Prawdę mówiąc to żyję obecnie ze świadomością, że nie mogę żyć inaczej. Nie chce tutaj narzekać – wprost przeciwnie. Może czasami przydało by się więcej komfortu wynikającego z braku sytuacji które nie powinny mieć miejsca jak praca 3 tygodnie za darmo, albo czekanie aż ktoś mi łaskawie zapłaci po 4 miesiącach za wykonana pracę  (sic!), ale ogólnie zaczyna być „jazzy”. Dlaczego? Powody są dwa: 1. nie ma innego wyjście (oj ten mój optymizm), 2. czuję moc mojej wiedzy. Bez zciemniania – brakuję mi 2- 3 miesięcy do spełnienia się mojego marzenia, które kiedyś podedykowałem kobiecie, którą kochałem i kocham. Ona i jej ojciec byli na początku i przez bardzo dużą część drogi tego spełniania się. Widzieli ile pokonałem w swoim życiu trudności. Ponad 1,5 roku temu przeżyłem osobisty dramat. Wszystko mi się wywróciło do góry nogami i było parę osób, które widziało, że ciężko mi się było pozbierać. Rok nie spałem. Noc w noc. Nie z powodu pracy. Jeszcze wtedy nie. Nie mogłem. Później każdą wolną chwilę mojego życia poświeciłem nauce, zdobywaniu doświadczenia, wiedzy – kocham ją zdobywać. Wszystko dlatego że obiecałem sobie, że przyjdzie taki czas kiedy zacznę tą moją wiedzę wykorzystywać i podwoić moją energię życiową, która jest, a której ostatnio nikt nie widzi, bo… wszyscy przyzwyczaili się już do tego że można z niej brać garściami. Tylko nieliczni dają mi coś od siebie. Z bezczelnym dla wielu i z oczekiwanym przez niewielu uśmiechem pokaże wam wkrótce na co mnie stać, mimo świadomości, iż w pewnych powodów będzie to najcięższy etap w moim życiu.

Wielu ludzi ostatnio we mnie nie wierzy, wielu nie jest ze mną szczerych, wielu wprost kłamie i próbuje wykorzystywać.. Chciałbym Wam powiedzieć jedno.

Oby mi się nie udało.

Riu

« Poprzednia notatka: » Następna notatka:

Możesz śledzić odpowiedzi w tym wątku za pomocą kanału RSS 2.0. Możesz skomentować, albo ustawić trackback z twojej własnej strony.

Brak komentarzy »

Dodaj komentarz