18 marca 2010

Ubuntu vs. Fedora

Filed under: Niecodziennik,Recenzje,linuks — Riu @ 0:38

Wczoraj nabawiłem się stresu. Otóż postanowiłem jakiś czas temu wykorzystać kawałek wolnego dysku, utworzyć partycję i testować na nim różnego rodzaju dystrybucje linuksa. Nie jestem fanboyem Ubuntu i według mnie każde distro powinno być wybierane pod konkretne potrzeby, oraz konkretnego użytkownika. Korzystam z wielu różnych elementów, więc chciałem sprawdzić jak to jest z tym dlaczego Ubuntu jest uważane za lamerski i lansiarski system. Na pierwszy ogień poszła Fedora i zaufajcie mi – to starcie bolało :P.

Od Fedory i RedHata zaczynałem przygodę z linuksem. Bardziej od tego drugiego mając z nim styczność na pierwszym roku studiów (10 lat temu), ale nie bardzo kumając jeszcze wtedy co to jest i do czego służy, oraz dlaczego w jedyny i słuszny sposób jest lepsze od jedynego i słusznego małomiękkiego systemu ;).
Na początku zainteresowania linuksem przetestowałem wiele dystrybucji. Fedora była jedną z pierwszych, a Aurox na niej oparty był moją pierwszą dystrybucją która zdecydowała definitywnie i ostatecznie o tym, że dziś jestem po jasnej stronie mocy. Wtedy byłem w temacie zielony więc moje porównanie wtedy było zdecydowanie nieobiektywne. Ale to były czasy… co tydzień instalowałem sobie nowe distro, żeby się pobawić i poznać. Miałem Slackware, Mandrake’a, Suse, a w plecaku zawsze miałem przy sobie małą płytkę z pudełku z napisem Slax :). Się sentymentalnie zrobiło…

Wczoraj czar i sentyment nieco prysł. Instalacja poszła gładko. Niestety po pierwszym restarcie odkryłem, że będę musiał modyfikować gruba i pododawać wszystko ręcznie, ponieważ ubuntu przestał być widziany. Fedora nie widziała innych systemów podczas instalacji. Pomyślałem… a, później to zrobię. Zacząłem sobie dostosowywać pulpit.
Na początek załączyłem aktualizację systemu. Okazało się jednak, że nie mogę zaktualizować czegoś tam automatycznie, bo czegoś brakuje – zależności. Nieco mnie to pod irytowało, że przerywana jest aktualizacja wszystkich skoro zależność wszystkich nie dotyczy. No ale nic. Postanowiłem coś zainstalować. Tutaj to samo. Zaznaczam kilka większych programów i okazuję się, że ciągle czegoś brakuje. Instalacje pojedyncze, każdego programu po kolei szły znacznie lepiej, no ale pomyślałem ” przecież nie mam na to czasu”. Żeby sobie nieco umilić czas na zabawy z zależnościami postanowiłem zalączyć muzyczkę…. Niestety. W związku z tym że w USA (kurwa jak ja nie lubie tego kraju) opatentowano mp3 a Fedora jest idealistyczna do przesady w związku z tym „nie można wymaganego pakietu”. „Taaa…” – pomyślałem i zacząłem mimowolnie mruczeć wulgaryzmami pod nosem.
Mimo trudności stwierdziłem że Fedora chodzi zwyczajnie szybciej niż ubuntu. Nie wiem czy to było związane z tym, że to czysty system, ale na „czystym” ubuntu chyba było wolniej. Takie przynajmniej odniosłem wrażenie. Coś za coś, bo może i potrzeba dłuższej konfiguracji i dopieszczania, ale za to jest to szybsze niż „gotowiec” do pracy.

Nie miałem czasu już na zabawę bo musiałem przygotować jeszcze kilka rzeczy do pracy więc, zająłem się pracą, a kiedy szedłem spać pomyślałem że rano ustawie sobie tylko Gruba i będę miał dwa super skonfigurowane linuksy. Tymczasem rano Fedora po prostu się nie odpaliła. To zdecydowanie nie był dobrze rozpoczęty poranek. Stwierdziłem że nic na siłę. Odpaliłem płytkę „live”, zmieniłem menu.lst i odpaliłem ukochane ubuntu.

Fedorę w końcu doprowadziłem do ładu i w tym tygodniu będę na niej trochę pracować. Oby więcej już minuchów nie wyłapywała.

Tak myślę, że może sobie będę zmieniał to drugie distro co jakiś czas. Było by fajnie o tym pisać i doświadczać takich przygód jak z Fedorą, a wszystko po to by utwierdzać się (oby;)) w przekonaniu że Ubuntu oprócz bycia lansiarskim i lamerskim jest po prostu dobrym rozwiązaniem do pracy, a nie distro do uprawnia hardcorowych sztuczek, bo na to nie ma zwyczajnie czasu.

« Poprzednia notatka: » Następna notatka:

Możesz śledzić odpowiedzi w tym wątku za pomocą kanału RSS 2.0. Możesz skomentować, albo ustawić trackback z twojej własnej strony.

3 komentarzy »

  1. Piotr Pyclik — 20 marca 2010 @ 20:57 napisał(a)

    Fedora w przeciwieństwie do Ubuntu wydaje się nie być kierowana do początkujących użytkowników, przyjmuje się, że użytkownik będzie w stanie czasem coś naprawić, nawet z użyciem konsoli. Ze skopanymi zależnościami pechowo trafiłeś, używam Fedory od 2 lat, wcześniej długo używałem Ubuntu i wielu innych dystrybucji, problemu nie zdarzają się jakoś wyjątkowo często. W Fedorze podoba mi się też dostarczanie niezmodyfikowanego GNOME, użycie PackageKit, szybkie wdrażanie nowości (co oczywiście bywa problematyczne dla użytkownika).

  2. Riu — 20 marca 2010 @ 21:33 napisał(a)

    Nie wiem czy to usprawiedliwi Fedorę, ale zapomniałem wspomnieć o tym że mam 64-bitową architekturę. Jak napisałem nie było problemu z doprowadzeniem jej do ładu, ale początkujący by sobie zdecydowanie nie poradził i w efekcie tak dużo ludzików lądują na Ubuntu ;).

  3. Piotr Pyclik — 20 marca 2010 @ 21:49 napisał(a)

    Też używam 64-bitowej. Fedora to jednak poligon doświadczalny Red Hata, co jest widoczne, ale można przeżyć. :)

Dodaj komentarz